Zachęcam do przeczytania poniższego opracowania dotyczącego gal K-1 organizowanych od początku stycznia do połowy kwietnia tego roku. Piotrek Zwierzchowski (alias Detonate) wykonał kawał świetnej roboty i każdy fan K-1 powinien rzucić okiem na ten tekst!
Za nami już kilka gal organizacji K-1, warto wspomnieć o tym, co wydarzyło się na ringach w ciągu ostatnich 4 miesięcy. Celowo pomijam galę K-1 Max w Polsce gdyż napisano już na ten temat dużo, a niestety nie miałem okazji jej oglądać:
2 lutego 2008, K-1 World Max Japan:
Japoński turniej stał w tym roku na solidnym poziomie, a zwyciężył Yasuhiro Kido, który nie był uznawany za faworyta. Poziom zawodów, jak co roku pozostawiał dość sporo do życzenia, jednak tym razem zawodnicy braki w wyszkoleniu nadrabiali dużą agresją i ambicją. Wydawało się, że najlepszy będzie ktoś z dwójki Hayato - Tatsuji, stało się jednak inaczej. Kido dał dobre emocjonujące walki, a w finale znokautował Hayato. Bez wątpienia nie jest to zawodnik, który ma równie duże umiejętności, co Masato, czy nawet Kohiruimaki (oczywiście w szczytowej formie, nie obecnie), ale wydaje się, że przez kilka kolejnych lat może być tym, który zdominuje japońskie turnieje. Kido robi w swoich walkach dużo wiatru, pełno w jego akcjach chaosu, ale ogląda się go bardzo dobrze, a to już plus. Dużą niespodzianką była porażka Tatsuji, z byłym bokserem Hiroyuki Maedą, który wygrał przez nokaut. Maeda był mistrzem Japonii w wagach: lekkiej, pół-średniej i średniej, stoczył 39 walk z czego wygrał 29(18 KO). O kopnięciach pojęcia nie ma żadnego, jednak doskonałe umiejętności bokserskie wystarczyły, aby wygrać z Tatsujim. W drugiej walce spotkał się z Hayato, i posłał go na deski, później nie miał szczęścia, bo nie wiele brakowało, aby doprowadził do kolejnego liczenia, jednak zabrzmiał gong kończący rundę. I gdy wydawało się, że w drugiej będziemy świadkami równie zaciętej rywalizacji, Maeda został poddany, gdyż doznał kontuzji ręki. Miał ogromną szansę, aby dojść do finału, ale wszystko przed nim. Jeżeli za rok otrzyma kolejną szansę, popracuje nad blokowaniem low kicków, to może być bardzo groźny, pomimo dość zaawansowanego wieku.
Z innych uczestników nie można zapomnieć o Andym Ologunie.
Ologun to zawodnik - bo na komika już nie wygląda -, który z każdym kolejnym pojedynkiem czyni postępy. Jak na kogoś, kto znany był głównie ze strojenia głupich min w towarzystwie brata, Ologun jest bez wątpienia sporą niespodzianką, i człowiekiem, który dzięki dużej ambicji ma szansę kilka niespodzianek sprawić. Choć obrona - zwłaszcza przed low kickami - ciągle kuleje, to wydaje się, że Andy ma bardziej profesjonalne podejście od braciszka, i dzięki temu może jeszcze sporo wygrać.
Warto wspomnieć o meczu Japonia - Holandia, dla zawodników poniżej 18 roku życia. Japończycy wygrali zdecydowanie, 3-0, ponownie zwycięstwo zanotował Hiroya, który już jest dużą gwiazdą w Japonii, a zapewne będzie jeszcze większą, zwłaszcza patrząc na sposób, w jaki promuje go K-1. Widać, że K-1 ciągle szuka zawodników, którzy w przyszłości mogą stanowić o sile organizacji, oprócz Hiroi, na galach coraz częściej pojawia się Kizaemon Saiga, zadebiutował także Shota Shimada, a nie można zapominać o zwycięzcy mini-turnieju dla zawodników poniżej 18 r. życia - Yudai, który w poprzednich walkach imponował niespotykanym spokojem. Problem polega na tym, że o ile młodzi zawodnicy z Japonii są bardzo dobrze wyszkoleni technicznie, i widać, że są już w dużym stopniu ukształtowanymi fajterami, to ich rówieśnicy z Holandii wyglądali na ich tle jak dzieci. Dzieci, które przyjechały posparować, zwiedzić Japonię, przy okazji zarobić trochę pieniędzy, i zrobić kilka zdjęć. Musieli stoczyć bardzo ciężkie walki - wystarczy dodać, że 2 z 3 pojedynków zakończyły się nokautem -, zbyt ciężkie jak na ich obecny poziom oraz wiek. K-1 powinno dostać po łapach, zapraszając tych zawodników na galę, gdyż dysproporcja była zbyt duża, i mogło to skończyć się tragicznie.
Nie mam nic przeciw walkom młodych zawodników, o ile ich przeciwnicy prezentują podobny poziom i jest szansa, że nie dadzą zrobić sobie zbyt dużej krzywdy. Jednakże K-1 jest nastawione na zysk, na promocję młodych gwiazdek, dzięki którym w przyszłości będzie zarabiać miliony. Śmiem twierdzić, że przez takie myślenie, niebawem przyjdzie nam oglądać Grand Prix dla 18-latków. Pytanie, czy takie coś ma sens? Nie. Młodzi zawodnicy powinni mieć czas na odpowiednie podnoszenie umiejętności, także poprzez rywalizację, ale nie przez walki o duże pieniądze w ogromnych halach. Na to przyjdzie czas. Ale tam gdzie jest szansa na zysk, takie "detale" schodzą na dalszy plan... Niestety.
Podczas gali doszło do super walki z udziałem Buakawa Por. Pramuka i Yoshihiro Sato.
Japończyk miał w pamięci starcie z Buakawem, z finałów w 2006 r. kiedy to został znokautowany w 2 rundzie. Wyciągnął wnioski z tamtego pojedynku, ręce trzymał wysoko i spokojnie punktował. Natomiast Buakaw najwyraźniej jeszcze odczuwał skutki zabawy sylwestrowej, bo poruszał się niemrawo, a jego kopnięcia można policzyć na palcach jednej ręki. Głównie boksował i boksował nieskutecznie. W ogóle nie było po nim widać, aby chciał wygrać walkę. Sędziowie dali remis, doszło do rundy dodatkowej i dopiero wtedy zobaczyliśmy starego dobrego Buakawa, który dążył do zwycięstwa zasypując przeciwnika lawiną ciosów. Jednak od ponad roku Buakaw nie był w najwyższej formie. Wygrywał ze słabymi zawodnikami, ale przez decyzję. Pokonał w ten sposób Shinobu Amarę, Dzabara Askerova, Andy'ego Ologuna i Nieky'ego Holtzkena. Następnie przyszła porażka z Masato. Być może walka z Sato, będzie miała zbawienny wpływ na formę Buakawa, który ponownie będzie walczył agresywnie, skutecznie i nie będzie się bawił w Alberta Krausa, oraz nie zapomni o kopnięciach (zwłaszcza front kickach) będących od zawsze jego wizytówką.
Młodzieżowy mecz Japonia vs. Holandia:
Shota Shimada def. Bappie Tetteroo via KO 2R
Kizaemon Saiga def. Roy Tan via decyzja
Hiroya def. Robby Hageman via KO 2R
Walki turniejowe:
1/4:
Andy Ologun pokonał Yuya Yamamoto decyzją sędziów
Yasuhiro Kido pokonał Keiji Ozaki decyzją sędziów
Hiroyuki Maeda pokonał Tatsuji 1R TKO
Hayato pokonał Ryuji decyzją sędziów
1/2:
Kido pokonał Ologun decyzją sędziów
Hayato pokonał Maeda 1R TKO
Finał:
Kido pokonał Hayato 1R KO
Walka rezerwowa:
Yasuhito Shirasu pokonał Kozo Mitsuyama 2R KO
Walki dodatkowe:
Buakaw Por. Pramuk pokonał Yoshihiro Sato decyzją sędziów
Artur Kyshenko pokonał Shingo Garyu 1R TKO
Ocena w skali 1-6: 4+
9 lutego 2008, Budapeszt, Węgry - K-1 Europe Final Elimination:
O tej gali można napisać tylko tyle, że się odbyła...
Trudno znaleźć pozytywne strony - walki bardzo słabe, zawodnicy nieprzygotowani, organizacja - lekko mówiąc - nienajlepsza... A przecież to były eliminacje K-1! Organizatorzy powinni się uczyć, i pooglądać m.in Angels of Fire, gdzie wszystko zawsze jest na czas, a po startujących widać ambicję.
Najlepiej zaprezentował się reprezentant gospodarzy - Atilla Karacs, który wygrał przez KO w trzeciej rundzie z Petrem Vondrackiem.
Poza tym, Bregy zlekceważył Mataele, Kemayo wygrał przez kontuzje i słabą formę rywala, Samedov wymęczył zwycięstwo nad Mirandą a Errol Zimmerman pokonał największą pomyłkę tego turnieju - Damira Tovarovica. Warto zapamiętać to nazwisko. Zawodnik kompletnie nieprzygotowany, po kąpielach w koksie, które zamiast muskułów zostawiły wysypkę na plecach. Jeżeli kiedykolwiek na gali, którą oglądacie zobaczycie nazwisko Tovarovica, to oznacza, że organizatorzy nie szanują fanów, i trzeba przygotować się na najgorsze. Natomiast Zimmerman jest uznawany za nową siłę w wadze ciężkiej, tyle tylko, że nawet na tle tak słabego rywala niczym nie zaimponował, a szybkość pozostawiała wiele do życzenia.
Gala w Budapeszcie nie miała plusów. I nie ma sensu więcej na ten temat pisać..
Walki eliminacyjne
Björn Bregy pokonał Paula Mataele przez KO w 2R
Attila Karacs pokonał Petr Vondráček przez KO w 3R
Errol Zimmerman pokonał Damir Tovarović przez KO w 2R
Freddy Kemayo pokonał Sergei Gur przez KO w 2R
Catalin Morosanu pokonał Erhan Deniz przez decyzję
Zabit Samedov pokonał Vitor Miranda przez decyzję (2:0)
Pozostałe walki
Sándor Bárdosi pokonał Paulius Poska przez duszenie (walka MMA)
Dániel Török pokonał Antonín Dušek przez decyzję
Dženan Poturak pokonał Tibor Nagy przez KO w 1R
Attila Dropán pokonał Ádám Veres przez decyzję
Zsolt Nagy pokonał Cimpoieru Valentin przez decyzję (walka K-1 MAX) Tihamér Brunner pokonał Ghita Lonita przez TKO w 1R
Ocena w skali 1-6: 2 (tylko za to, że walki kończyły się w większości przed czasem)
17 lutego 2008 r. Utrecht, Holandia - K-1 Max Europe:
Gala, która przeszła bez większego echa, a było tam kilka dobrych walk.
Już w pierwszym ćwierćfinale doszło do sporej niespodzianki. Zawodnik z Afryki Południowej trenujący w Holandii, Warren Stevelmans pokonał jednego z faworytów, Alviara Limę. Lima weteran gal Superligi oraz It's Showtime, od jakiegoś czasu liczył na występ podczas gali K-1. Ba, mówiło się, że jest to zawodnik, który może odnieść równie duży sukces co Albert Kraus. Nie tylko, dlatego, że trenują w tym samym teamie, ale dlatego, że Lima boksuje równie dobrze, ale ma także solidne techniki nożne. Okazało się, że do Krausa jeszcze sporo mu brakuje (co pokazał także turniej It's Showtime Trophy, gdzie przegrał w ćwierćfinale), i musi jeszcze poczekać na swoją szansę.
Kolejną niespodzianką była porażka Joeri Mesa z Marco Pique. Choć Pique to bardzo dobry zawodnik, to jednak wydawało się, że Mes - także z racji doświadczenia - powinien sobie poradzić. Stało się inaczej, i po dodatkowej rundzie wygrał kolega Tyrone'a Sponga.
W pozostałych ćwierćfinałach, wygrywali Chris Ngimbi z Williamem Dienderem (niespodzianka), oraz Imro Main z Najimem Ettouhali. Main był uznawany za faworyta w swojej walce i nie zawiódł, wygrywając przez TKO w drugiej rundzie. Jest to zawodnik o tyle ciekawy, że często wykonuje kompletnie nieprzemyślane akcje, chce zaskoczyć rywala, a ostatecznie zaskakuje sam siebie. Jednak jego walki zawsze dobrze się ogląda, gdyż stara się znokautować rywala. Kto nie widział jego pojedynku z Alviarem Limą z gali Klash niech nadrobi zaległości.
Ostatecznie do finału doszli Stevelmans i Marco Pique. Stevelmans była bardziej świeży, gdyż w półfinale walczył przez 5 minut, natomiast Pique męczył się z Mainem. To bez wątpienia miało wpływ na przebieg finałowej walki, jednakże Stevelmans wygrał zasłużenie i oto mamy nowe nazwisko na ringach K-1 Max, które wprawdzie jeszcze nie w tym roku, ale w niedalekiej przyszłości może naprawdę namieszać.
Doszło także do kilku Superfightów. w Jednej z walk udział wziął Douglas Mutunga znany z It's Showtime Reality. Mutunga wsławił się tym, że ważył zaledwie 63 kg. podczas gdy inni powyżej 70 kg. i stoczył walkę z Yassinem Boudrouzem. Podczas gali pokonał Thijsa Hoefsa przez decyzję, zaprezentował się bardzo dobrze. Od pół roku współpracuje z Black Label Managment i wydaje się, że niebawem będzie o nim naprawdę głośno, bo ma duże umiejętności, i naprawdę widać, że walka to jego życie.
Superfighty
Douglas Mutunga pokonał Thijs Hoefs przez decyzję
Justin Gerling pokonał Andries Visser przez TKO
Robin van Roosmalen zremisował z Leroy Kestner
Jeremy Blijd pokonał Khalid Chabrani przez TKO
Wendell Roche pokonał Rick van Soest przez decyzję
Aussie pokonał Omer Istian przez TKO
Mourad Bouzidi pokonał Hesdy Gerges przez decyzję
Turniej Europejski
Ćwierćfinały
Warren Stevelmans pokonał Alviar Lima przez decyzję
Chris N'Gimbi pokonał William Diender przez decyzję
Marco Piqué pokonał Joerie Mes przez decyzję EXtra round
Imro Main pokonał Najim Ethoulali przez KO w round 2
Półfinały
Warren Stevelmans pokonał Chris N'Gimbi przez TKO w round 2
Marco Piqué pokonał Imro Main przez decyzję
Finał
Warren Stevelmans pokonał Marco Piqué przez decyzję
Ocena w skali 1-6: 3+
24 lutego 2008 r., Seul, Korea - K-1 Max Grand Prix Azji:
Gala bez historii. Przeciętna obsada, przeciętny poziom, ale w zamian dostaliśmy dwa superfighty z udziałem gwiazd K-1 Max - Buakawa Por. Pramuka i Virgila Kalakody.
Wpierw turniej... Zwycięzcą został Chi Bin Lim, który nigdy do mocnych zawodników się nie zaliczał. Miał na koncie porażki z Masato, Krausem, Kohim, Kalakodą i Kyshenką. A na rozkładzie takie nazwiska jak Soo Whan Lee, Sung Hwan Park i Jong Yoon Choi. Jednakże w Korei był najlepszy, wygrał zasłużenie każdą walkę kończąc przed czasem. Inna sprawa, że jego przeciwnicy do najmocniejszych nie należeli. Wpierw pokonał japończyka Satoru Suzuki, który znany jest z porażek przed czasem z Zambidisem, Masato i Yong Soo Choiem. Suzuki to solidny bokser, były dwukrotny mistrz Japonii w wadze średniej, ale predyspozycji do K-1 Max nie ma żadnych. Oczywiście, można zapytać czy Hiroyuki Maeda takowe posiada? Otóż tak. Jest agresywny, ma nokautujący cios, widać, że wie o co chodzi. A jeżeli ktoś wie o co chodzi, to jest to już połowa sukcesu. Przykład? Świetnym przykładem, tyle tylko, że z MMA jest Stefan Leko. Chciał być gwiazdą jak Cro Cop, czy nawet Hunt, poszedł do Pride i jego przydomek "Blitz" zyskał potwierdzenie, gdyż w trzech walkach spędził na ringu łącznie aż 2 min. 55 sek. Leko wiedział, że czas uciekać i wrócił do K-1 co było jego najmądrzejszym krokiem w karierze. Suzuki także powinien uciekać...
Jednak wracając do Chi Bin Lima... W drugiej walce pokonał Doo Suk Oh, debiutującego zawodnika z Korei. Chi Bin Lim wygrał przez TKO w drugiej rundzie i doszedł do finału, a tam czekał już na niego K.Max. Walka była nieco dłuższa, ale ponownie przed czasem lepszy okazał się Chi Bin Lim, i w ten oto sposób Koreańczycy mogli się cieszyć, bo oto w kiepsko obsadzonym turnieju z udziałem Japończyków, Jajów i Chińczyków, to ich przedstawiciel zwyciężył i awansował do końcowej eliminacji. A podczas końcowej eliminacji... Miał mniej szczęścia.
W superfightach oglądaliśmy męczarnię zakończoną nie jednogłośnym zwycięstwem w dogrywce przez Virigila Kalakodę, oraz egzekucję z udziałem Buakawa Por Pramuka.
Rywal Kalakody, Se Ki Kim do najmocniejszych nie należał, a jednak sprawił zawodnikowi z RPA dużo problemów. Natomiast Buakaw miał za rywala Joon Kima, który jedyną walkę na zasadach K-1 stoczył w lipcu 2007 r. a przegrał z Johnem Wayenem Parrem przez decyzję.
Buakaw szybko wziął się do roboty. W pierwszej rundzie, jego przeciwnik był liczony dwukrotnie. Wpierw po kopnięciu okrężnym na głowę, później po prawym sierpowym. W drugiej rundzie, sytuacja się powtórzyła. Tyle tylko, że Koreańczyk był liczony po lewym sierpowym, i prawym prostym. Buakaw wygrał szybko, bez żadnego uszczerbku na zdrowiu, ale ten pojedynek nie dał jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jak jest z formą Taja?
Superfight:
Min Seok Kwon def. Tae Whan Kim - decyzja
Kyeong Jun Lee def. Taivan - decyzja
Virgil Kalakoda def. Se Ki Kim - decyza po 4R
In Jin Chi def. Ryuji Kajiwara - decyzja
Buakaw Por Pramuk def. Joon Kim - KO 2R
Walki turniejowe:
1/4:
Su Whan Lee def. Sirimongkol Singwangcha - decyzja po 4R
K.Max def. Hakuto - KO 1R
Chi Bin Lim def. Satoru Suzuki - TKO 3R
Doo Suk Oh def. Dong Jiang Tao - decyzja
1/2:
K.Max def. Su Hwan Lee - decyzja
Chi Bin Lim def. Doo Suk Ok - TKO 2R
Finał:
Chi Bin Lim def. K.Max - TKO 3R
Ocena w skali 1-6: 3-
9 kwietnia 2008r. Hiroszima, Japonia - K-1 Max Final Elimination:
Buakaw vs. Kraus, Masato vs. Kalakoda, Kyshenko vs. Jordan Tai, Sato vs. Direkci, Souwer vs. Zambidis, Saro Presti vs. Stevelmans, Chi Bin Lim vs. Kido, Drago vs. Gori.
Tak przedstawiała się 16, która walczyła o prawo startu podczas finałów - albo raczej "Końcowej 8". W tym roku doszło do zmian, i najlepsi spotkają się podczas gali 7 lipca, w Tokio. Stoczą tylko walki ćwierćfinałowe. Natomiast 1 października odbędą się półfinały i walka finałowa. Trudno powiedzieć czy to dobrze czy źle. Kiedy najlepsi musieli stoczyć trzy walki jednego wieczoru, to zawsze towarzyszyły temu ogromne emocje. Teraz emocji będzie nieco mniej, ale mniej będzie także przypadkowości, kalkulacji, oszczędzania się podczas walk. Dzięki temu będzie więcej Maxa w tym roku, i z tego także należy się cieszyć, bo w przeciwieństwie do cięższych kategorii, w Maxie ciągle jest dopływ świeżej krwi, ciągle pojawiają się młodzi i bardzo solidni zawodnicy, którzy potrafią sprawiać niespodzianki.
Jeżeli chodzi o wyniki to niespodzianek jednak zabrakło.
Masato spotkał się z Virgilem Kalakodą. Kalakoda, choć solidny, to nigdy nie wygrał z zawodnikiem z czołówki. Dwa razy przegrywał z Krausem, raz z Buakawem i z Souwerem. Masato dominował od początku do końca. Był zdecydowanie szybszy, świetne były zwłaszcza middle kicki w wykonaniu japończyka. Ostatecznie Masato wygrał po prawym sierpowym. - Mówiłem, że chcę pokonać Virgila za pomocą ciosu ręką, i to właśnie zrobiłem - powiedział Masato po walce. - Teraz, skoro moje przewidywania się sprawdziły, powiem coś jeszcze... Wygram K-1 Max w tym roku! - dodał były mistrz K-1. Jednak przed Masato jeszcze długa droga, choć jeżeli będzie w tak dobrej formie jak w ubiegłym roku, to biorąc pod uwagę fakt, że walki ćwierćfinałowe i półfinałowe odbędą się w inne dni, należy uznawać go za faworyta do zwycięstwa w całym turnieju.
Souwer stoczył wyrównaną walkę z Zambidisem. Andy postawił na low kicki, a Zambo - oczywiście na ciosy sierpowe. W rundzie dodatkowej Souwer trafił lewym high kickiem, i posłał Zambidisa na deski. Przy okazji, po raz 17 okazało się, że Souwer jest zawodnikiem doskonale przygotowanym pod względem taktycznym.
Duże kontrowersje towarzyszyły walce Buakawa z Krausem. Taj wyprowadził nieco więcej ciosów, więcej kopnięć, ale większość została zablokowana przez Krausa, który co jakiś czas odpowiadał prostymi oraz podbródkowymi. Buakaw nie miał pomysłu na walkę, niczym nie zaskoczył Krausa. Choć, aby oddać sprawiedliwość, trzeba powiedzieć, że Kraus dostał prezent od sędziów, bo do rundy dodatkowej dojść nie musiało. Ale doszło, a tam Buakaw wyprowadził więcej kopnięć niż w pozostałych tegorocznych walkach. Kraus wyprowadził kilka celnych prostych, ale to było za mało, aby wygrać z Tajem. Publiczność w Hiroszmie nie była zbyt zadowolona z werdyktu, ale cóż... Kraus miał cztery rundy, aby posłać na deski swojego rywala, a tego nie zrobił. Był słabszy, przegrał, zabraknie go podczas gali finałowej, i nie zdobędzie drugiego tytułu. Może za rok...
Świetną walkę dali Artur Kyshenko i Jordan Tai. W tym pojedynku było wszystko. Ciosy proste, sierpy, kopnięcia okrężne, akcje kolanami, piekielnie mocne low kicki i podbródkowe. Było zaangażowanie, agresja, odrobina chaosu i runda dodatkowa, w której zdaniem sędziów lepiej zaprezentował się Kyshenko. Ukrainiec w ubiegłym roku był rewelacją Maxa. W tym roku, udowodnił, że znalazł się w finałach nie przez przypadek.
Pozostałe pojedynki stały na nieco mniejszym poziomie, choć nie można powiedzieć, że były słabe.
Stevelmans po efektownej akcji kolanem znokautował zawodnika z teamu Petera Aertsa, Rosario Presti.
Na cztery sekundy przed końcem walki, Gago Drago trafił lewym sierpowym, i posłał na deski Goriego. Jednak Gago nie imponował najwyższą formą. Gdyby do tej walki doszło dwa-trzy lata temu, to Drago wygrałby w niecałe 3 minuty.
O umiejętnościach Chi Bin Lima już pisałem. Japończyk Yasuhiro Kido potrzebował... 4 sekund, aby wygrać walkę po tym jak trafił kolanem w szczękę Koreańczyka.
Po przyzwoitej walce, Yoshihiro Sato wygrał z Muratem Direkcim, ale duże brawa dla Turka, który pomimo sporej różnicy wzrostu, dobrze walczył na dystans, atakował front kickami, i kilka razy był bliski aby zaskoczyć Sato po kombinacjach bokserskich.
Doszło także do dwóch walk z udziałem młodszych zawodników.
Hiroya & Shota Takiya wygrywali przez decyzję. Warto zwrócić uwagę, na przeciwnika Takiyi, Vitalija Linsyaka z Ukrainy, który wchodząc do ringu miał 17 lat. Coraz bardziej prawdopodobne wydaje się zorganizowanie młodzieżowego grand prix...
Walki eliminacyjne:
Masato pokonał Virgil Kalakoda - 3R KO
Buakaw Por. Pramuk pokonał Albert Kraus - 4R DECYZJA (3-0)
Artur Kyshenko pokonał Jordan Tai - 4R DECYZJA (3-0)
Yoshihiro Sato pokonał Murat Direkci - 3R DECYZJA (3-0)
Andy Souwer pokonał Mike Zambidis - 4R KO
Warren Stevelmans pokonał Saro Presti - 2R KO
Gago Drago pokonał GORI - 3R KO
Yasuhiro Kido pokonał Chi Bin Lim - 1R KO
Walki dodatkowe:
HIROYA pokonał Tsukasa Fuji - 3R DECYZJA (3-0)
Yuya Yamamoto pokonał Marfio Canoletti - 3R DECYZJA (3-0)
Shota Takiya pokonał Vitalij Lisnyak - 3R DECYZJA (2-1)
Ocena w skali 1-6: 4+
W ćwierćfinałach K-1 Max dojdzie do następujących walk:
Masato vs. Gago Drago
Yoshihiro Sato vs. Buakaw Por. Pramuk
Andy Souwer vs. Warren Stevelmans
Yaushiro Kido vs. Artur Kyshenko
Masato powinien sobie poradzić z Gago. Będzie fenomenalnie przygotowany, i śmiem twierdzić, że wygra przed czasem.
Buakaw wymęczy zwycięstwo z Yoshihiro Sato, i choć będzie bardziej aktywny niż podczas ich pierwszego starcia w tym roku, to jednak po Taju nie należy spodziewać się fajerwerków. Niebawem, na gali w Amsterdamie przetestuje go doskonały shootboxer - Faldri Chahbari. Ta walka powinna dać ostateczną odpowiedź, na pytanie dotyczące formy Pramuka.
Andy Souwer będzie miał ciężką walkę z Warrenem Stevelmansem, jednakże Souwer wygra przez decyzję.
Kyshenko pokona Yasuhiro Kido przed czasem - kolano lub kopnięcie okrężne w trzeciej rundzie.
W ten oto sposób dochodzimy do półfinałów, które odbędą się 1 października w Tokio.
Masato vs. Buakaw - im więcej Taj będzie boksował, tym mniejsze będą jego szanse na zwycięstwo. Im więcej kopnięć wykona Buakaw - zwłaszcza low kicków i front kicków - wówczas to on będzie bliżej wygranej. Po dodatkowej rundzie wygra jednak Masato. Bardzo dużo będzie zależało od szybkości Buakawa.
Souwer vs. Kyshenko - to będzie niezwykle trudny pojedynek dla Souwera, ale dzięki doświadczeniu wygra przez decyzję lub nokaut w trzeciej rundzie.
Finał:
Masato vs. Souwer - choć stoczyli tylko po jednej walce, to Masato będzie na tyle skopany po starciu z Buakawem, że Souwer ponownie będzie mógł postawić na niskie kopnięcia, dzięki którym wygra walkę. Dojdzie do rundy dodatkowej, będzie piękna wojna, ale zwycięzca ponownie z Holandii.
Prawdopodobnie, wszystkie typy będzie można wyrzucić do kosza po lipcowej gali, ale jak się bawić...
13 kwietnia 2008 r. Yokohama, Japonia - K-1 World GP 2008:
Gala, z którą wiązano ogromne nadzieje. Głównie z dwóch powodów. Pierwszy, to debiut Ewertona Teixeiry, doskonałego zawodnika karate kyokushin. Drugi, powrót do K-1 Marka Hunta, który na "dzień dobry" dostał walkę o mistrzostwo w wadze super ciężkiej z Semym Schiltem.
Debiut Texeiry wypadł tak sobie, a Hunt przegrał po obrotówce na wątrobę w pierwszej rundzie. Niby ciężko o optymizm ale...
Alexander Pitchkunov to kolejny przedstawiciel karate, o którym mówiło się, że w ciągu 3-4 lat dojdzie do finału K-1. Mówić można wiele, ale niestety, sam Alexander męczył się podczas swoich walk straszliwie. A to wygrał przez decyzję, z Patrickiem Barry, a to znokautował rywala, ale jakoś tak bez przekonania. W końcu przyszła walka z obdarzonym mocnym ciosem - i niczym więcej - Mighty Mo, i Pitchkunov powąchał deski. Szansę na rehabilitację otrzymał podczas Grand Prix Las Vegas. I ponownie męczył się z Tsuyoshi Nakasako. A w drugiej walce spotkał się z rezerwowym Dougiem Vineyem. I potwierdziły się przypuszczenia, że Pitchkunov jest zawodnikiem, który ma umiejętności, ale nie ma tej "iskry", dzięki której może wygrywać zdecydowanie i efektownie - a co najważniejsze - seryjnie. Kiedy już wydawało się, że Pitchkunov na stałe zagości w drugiej lidzie ciężkiego K-1, otrzymał walkę z Chalidem "Die Faustem" Arrabem. Z puncherami do tej pory przegrywał, a Chalid potrafi także celnie i mocno kopnąć. Trzy rundy były bardzo wyrównane. Natomiast dwie rundy dodatkowe - nudne. Pitchkunov miał problemy z kondycją, i w piątej rundzie ograniczał się do low kicków. Jednak Alexander wygrał przez nie jednogłośną decyzję. Może to tylko "wypadek przy pracy", może w kolejnej walce ponownie zaliczy deski, albo przegra przez kondycję? Wolę wierzyć, że Pitchkunov dzięki tej wygranej systematycznie będzie szedł do góry. Nie do finału K-1, ale choćby do końcowej eliminacji. Ot już taki z niego sympatyczny chłop, co i przykopać potrafi, że chciałbym, aby mu się powiodło. Feitosa też kiedyś seryjnie przegrywał. Miejmy nadzieję, że zła passa Pitchkunova już się skończyła. Mighty Mo otrzymał doskonały cel do znokautowania pod postacią Keijiro Maedy. Niestety dla Mighty'ego - cel ruchomy. Styl walki japończyka, który ograniczał się do skakania po ringu i od czasu do czasu wyprowadzania kopnięć, mógł oczywiście irytować. Tyle tylko, że takie założenia powinien mieć każdy w miarę inteligentny zawodnik bez nazwiska, który wychodzi do walki z Mo. Doszło do rundy dodatkowej w której Mighty kompletnie nie istniał. Maeda nie zmienił taktyki, wygrał walkę, zaprezentował oryginalną fryzurę i ucieszył prawie 11 tys. ludzi zgromadzonych w Yokohama Arena. Gratulacje dla Maedy, który raczej zbyt wielu sukcesów na ringach K-1 nie odniesie. I nagana dla Mo za lenistwo, i fakt iż od dwóch lat stoi w miejscu i nie poprawił ani kondycji, ani szybkości, ani nie nauczył się kopać low kicków.
Galube Feitosa miał mieć łatwą przeprawę z nauczycielem j.japońskiego - Alexem Robertsem, specjalistą od kanji, katakany, hiragany a także shootboxingu. Przeprawa bardzo łatwa nie była, Roberts pokazał, że umiejętności ma, nieźle radził sobie w półdystansie, często kończąc akcje celnymi low kickami. Ale Glaube, to cwaniak, w końcu tylko on na pytanie zadane przed finałami w 2007 r. które brzmiało: "Kiedy ostatnio uprawiałeś sex?" - odpowiedział "Nie wiem... Od miesiąca jestem w Japonii, być może moja żona będzie to oglądać, nie mogę odpowiedzieć."
Cwaniactwo zaprezentował także w ringu, Roberts pomimo ciosów, które przyjmował uwierzył w siebie, zaczął coraz bardziej atakować, odkrywać się, Glaube spokojnie prowokował go do kolejnych akcji, aż wystrzelił kopnięciem okrężnym i było pozamiatane.
Musashi vs. Junichi Sawayashiki - na ten pojedynek czekali tylko japońscy fani, oraz wszyscy, którzy nie przepadają za Musashim, święcie przekonani, że Sawayashiki wygra kolejną walkę z faworytem, po tym jak pokonał Le Bannera, i Fujimoto. Musashi nabrał jednak szybkości, być może pomocna okazała się nowa fryzura, bądź kolejny krzyż przyczepiony do łańcucha. Japoński PIMP nr. 1, najwyraźniej nieco częściej odwiedzał salę treningową, i było widać tego efekty. Sawayashiki nie zrobił Musashiemu nic, natomiast Akio Mori trzy razy posłał przeciwnika na deski. Musashi zdenerwował mnie tym zwycięstwem, gdyż wydawało się, że będzie kończył karierę. Męczył się w walkach m.in z Bernardem Ackah, przegrywał z Fujimoto, a nagle wygrywa z nadzieją japońskiego K-1. Coś jest nie tak. Pytanie, czy Musashi rzeczywiście wrócił do gry, czy po prostu Sawayashiki nadal odczuwa ciosy Petera Aertsa? Wydaje się, że to dobry zawodnik, a tylko szczękę ma ze szkła..
Ray Sefo - legenda K-1. Ray Sefo - finalista Grand Prix w 2000 roku. Ray Sefo - człowiek, który nigdy nie wygra Grand prix K-1 i powinien już skończyć karierę.
Oj ciężko oglądało się pojedynek z Badrem Harim. Ray atakował, trafił mocnym sierpem, ale nagle postawił na uśmiech, podwójną gardę, stanie przy linach i w rezultacie sędzia przerwał walkę. Sefo po walce był rozbity. Ale na własne życzenie. Jeżeli atakuje cię jeden z najbardziej agresywnych, szybkich i silnych zawodników, mistrz wagi ciężkiej, to nie możesz stać w miejscu, nawet, jeżeli w przeszłości wychodziło się z takich opresji. Teraz się nie udało, Ray z ostatnich sześciu walk przegrał pięć, i ta walka powinna przyspieszyć decyzję o zakończeniu kariery. Szkoda, że w taki sposób, ale lepiej późno niż za późno. Tylko czy sam Sefo zdaje sobie z tego sprawę? - Dziś miał swój dzień, to wszystko. Będę dalej walczył i dawał emocjonujące pojedynki. - powiedział w wywiadzie po walce.
Badr jest "w gazie". Wygrywa wszystko i ze wszystkimi. Ten rok, może być dla niego przełomowy. - Zmiana generacji, to się dzieje tu i teraz. Nastał czas młodych zawodników, takich jak ja - powiedział po walce Badr. Wypada się z nim zgodzić.
Ewerton Teixeira także należy do nowej generacji. Albo raczej będzie należał, gdyż musi jeszcze trochę poczekać na większe sukcesy. W walce z Fujimoto, Brazylijczyk imponował bardzo dobrą kondycją, oraz solidną obroną. Wyprowadził dużo niskich kopnięć, starał się stosować kombinacje bokserskie, ale widać, że ma duże problemy z walką na dystans. Jednakże Teixeira to melodia przyszłości, i ma wszelkie dane ku temu, aby owa przyszłość należała do niego. Pokazał się z solidnej strony, ale niczym nie zachwycił. Na to jednak przyjdzie pora. 2-3 lata, i Ewerton będzie się bił o miejsce w finałach, a później wszystko zależy od niego.
Mark Hunt miał kilkuletnią przerwę w walkach K-1. Wrócił i od razu dostał pojedynek z trzykrotnym mistrzem Grand Prix, Semmym Schiltem. Nic gorszego nie mogło go spotkać. Ale także nic lepszego, bo jak spadać to z wysokiego konia. Dodatkowo walka toczyła się o pas mistrza w wadze super ciężkiej. I Hunt pokazał kilka akcji, z których był doskonale znany w przeszłości. Pokazał, że nadal może być groźny dla najlepszych, i że decyzja o powrocie była raczej słuszna. Problem polegał na tym, że Schilt także pokazał, że nie przez przypadek trzy razy wygrywał Grand Prix, i że daleko mu do "paralityka". Wygrał przez obrotówkę na wątrobę, zgarnął kasę, pas i pojechał do domu, aby trenować... Nikt nie będzie w stanie zatrzymać Semmy'ego tak długo jak on sam nie zlekceważy przeciwnika bądź nie oleje treningów. A znając charakter "Hightowera" nie należy się tego spodziewać. Le Banner, Hunt, Hoost, Aerts, Bonjasky, Sefo, Mighty Mo, Feitosa, Musashi. Ilu jeszcze padnie na deski? Odp. - wielu. Baaaardzo wielu. Można powiedzieć tak - w Grand Prix startuje 8 zawodników, ale na końcu zawsze wygrywa Schilt...
Semmy Schilt POKONAŁ Mark Hunt 1R 3'06 KO (walka o pas SHW)
Ewerton Teixeira POKONAŁ Yusuke Fujimoto 5R 2'01" KO
Musashi POKONAŁ Junichi Sawayashiki 2R 2'16" KO
Badr Hari POKONAŁ Ray Sefo 1R 2'43" KO
Glaube Feitosa POKONAŁ Alex Roberts 2R 1'58" KO
Keijiro Maeda POKONAŁ Mighty Mo 4R Decyzja (3-0)
Mitsugu Noda POKONAŁ Petr Vondracek 2R 2'43" KO
Aleksandr Pichkunov POKONAŁ Chalid "Die Faust" 5R Decyzja (2-1)
Hiroyuki Enokida POKONAŁ Takashi Tachikawa 1R 0'40" KO
Tsuyoshi Nakasako POKONAŁ Takumi Sato 3R Decyzja (3-0)
Tsutomu Takahagi POKONAŁ Kyoung Suk Kim 2R 0'18" KO
Autor: Piotr Zwierzchowski aka Detonate
zródło: mmaniacs.pl