Jeden z najlepszych bokserów w historii, Amerykanin Oscar de la Hoya pokazał, że wciąż utrzymuje się świetnej formie. W Carson w Kalifornii jednogłośnie pokonał na punkty rodaka Steve'a Forbesa i nie może doczekać się rewanżu z Floydem Mayweatherem Jr.
Stawką walki, którą oglądało 27 tys. widzów, nie był żaden z pasów mistrzowskich. De la Hoya, były mistrz świata w sześciu kategoriach wagowych, zwyciężył 119:109, 119:109 i 120:108.
35-letni bokser, legitymujący się bilansem 39 zwycięstw i 5 porażek, myśli teraz o walce z Floydem Mayweatherem Jr. Będzie to rewanż za pojedynek z maja ubiegłego roku, który uznany został za "walkę stulecia". Wówczas na punkty wygrał Mayweather.
Po roku od walki De la Hoya jest przekonany, że tym razem to on będzie górą, a pojedynek z Forbesem miał pokazać, że "Goldenboy" jest w świetnej formie. Amerykanin dominował przez cały pojedynek, bez przerwy wywierał presję na rywalu. Podobną strategię ma zamiar przyjąć na wrześniowy rewanż z Mayweatherem. - To jest ten styl, który zastosuje w walce z Mayweatherem. To jest mój plan na tę walkę - mówił po wygranym pojedynku De la Hoya.
"Złoty Chłopiec" nie do końca był jednak zadowolony z rozstrzygnięcia. Marzył mu się efektowny nokaut rywala. - Miałem nadzieję, że go znokautuje, jestem trochę rozczarowany - powiedział De la Hoya, który kilka miesięcy temu ogłosił zakończenie kariery.
Zaznaczył wówczas, że przed przejściem na emeryturę chce stoczyć jeszcze trzy walki. Po pojedynku z Forbesem, czeka go rewanż z Mayweahterem, a jeśli De la Hoya wygra ten pojedynek w grudniu zechce stoczyć swój ostatni pojedynek z Portorykańczykiem Miguelem Cotto. Wydaje się jednak, że dopóki widzowie będą chcieli oglądać "Złotego Chłopca", a telewizje płacić krocie za prawa do transmisji z jego pojedynków, najlepszy bokser ostatnich lat może przekładać decyzję o końcu kariery.